Ponad stuletni komin byłej kopalni Henryk w Karwinie, to kolejny niemy świadek pamięci historii tego regionu. Stowarzyszenie „Olza Pro” chce uratować go przed stopniową ruiną oraz przywrócić mu status zabytku kultury. W sobotę przed południem zorganizowało w tym celu akcję porządkowania jego cokołu oraz najbliższej okolicy.
Wybudowany u schyłku XIX wieku komin jest ostatnim namacalnym dowodem na to, że w tych miejscach była kiedyś kopalnia. Nie ma też śladu po innych stojących tu zabudowaniach.






– Zachowanie komina dla przyszłych pokoleń to ważne nie tylko dla naszego stowarzyszenia, ale także dla mnie jako górnika, który zjeżdżał tu pod ziemię. Na tej kopalni pracował również mój dziadek i ojciec. Dziadek był sztygarem i mieszkał w domku położonym zaledwie kilkadziesiąt metrów od komina. W nim urodził się również mój tato – zwierzył się „Głosowi” Stanisław Kołek, organizator sobotniej akcji z ramienia Stowarzyszenia „Olza Pro”. Sam pracował na kopalni Armii Czechosłowackiej, w skład której wchodził także Henryk.
Komin dawnej kopalni Henryk osadzony jest na 7-metrowym cokole i wznosi się na wysokość 45 metrów. Ten interesujący pod względem technicznym obiekt w 1997 roku uzyskał status zabytku kultury. Jednak w 2010 roku na wniosek właściciela został usunięty z rejestru. Odtąd nikt nie jest zobowiązany do tego, żeby chronić go przed dewastacją i utrzymywać dla potomnych.
W sobotę uczestnicy akcji zorganizowanej przez „Olza Pro” podjęli się tego zadania. Usunęli drzewa rosnące na jego cokole oraz wycięli obrastające go zarośla. – Dzięki temu komin będzie widoczny z łąki, na której znajdują się pomniczki po trzech szybach kopalni Henryk. Chcemy, żeby te wszystkie obiekty tworzyły jedną wizualną całość – przekonywał Stanisław Kołek. Po zakończeniu wydobycia, do którego doszło w 1995 roku, szyby te zostały bowiem zasypane i w latach 1998-1999 zlikwidowane.



































